blog, który powstał z IN-spir@cji.
Kategorie: Wszystkie | blogosfera | ePRASÓWKA | facebook | offline | online | social media
RSS
czwartek, 15 grudnia 2011
czym stało się przeglądanie walli na facebooku?

Jak często linki, które przesyłacie dalej pochodzą od znajomych z Facebooka? Gdzie znaleźliście więcej informacji o śmierci Steve'a Jobsa  - w Google czy na FB?

Facebookowe walle to jeden wielki, międzynarodowy dziennik! Nie tylko dostarcza najświeższe info ze świata - bo przecież umówmy się, że większość z nas raz na parę dni trafi w sieci na taką informację, którą automatycznie share'uje na FB! Ale też daje możliwość zobaczenia świetnych zdjęć różnych osób, z przeróżnych eventów - których sami pewnie byśmy w Google nie wyszukali.

Obok trafficu na Fan Page'ach powinno badać się w sposób szczegółowy właśnie walle facebookowiczów - czy to nie bylby cenny feedback dla różnych marek, czy w końcu mediów?



wtorek, 13 grudnia 2011
Co się stało z grono.net?

Byłam wielką fanką pierwszego w Polsce portalu społecznościowego Grono.net i pamiętam, jak duży miałam opór, żeby przesiąść się na facebooka. I choć nadal mam konto na tym pierwszym, to nie logowałam się tam wieki!

Grono nie wytrzymało niestety ekspansji Facebooka i dziś oficjalnie mówi się o jego porażce, nomen omen nawet w dzisiejszej Gazecie Wyborczej.

Niemniej potencjał był i z tego, co widzę, to cenne aktywo w postaci bazy mailingowej jego użytkowników jest właśnie konsumowane...

Od paru dni obok maili z Grupona, czy reklamowego spamu dostaję na adres mailowy, na który parę lat temu zarejestrowałam się w Gronie - wiadomości, których adresatem jest Grono.net i ktoś jeszcze, kiedyś był np. Gruper, dziś Try@buy. Weszłam, żeby zobaczyć, co jest grane.

Smutno...bo w mailu reklama...

Nasuwa mi się jeden wniosek - gronowicze zostali sprzedani, demonizując ;)

Bazując na kiedyś sympatii, dziś raczej sentymencie do tego serwisu, firmy wchodzą w owczą skórę i proponują kredyty, zakupy..

Trochę żal.


środa, 07 grudnia 2011
Co jeszcze zrobi nam internet?

Dzisiaj post z serii - z życia wzięte ;)))

Pisząc chyba setnego maila w ciągu dnia, uświadomiłam sobie rzecz następującą..

Zawrotna ilość kb/s jaką mają dzisiejsze łącza internetowa w połączeniu z ilością maili, stron www, artykułow, które trzeba przeczytać, newsów, które codziennie warto poznać, znacząco wpływają na formę pisania maili, czy mesydży w portalach społecznościowych.

I niestety nie jest to wpływ korzystny. Ilość o zgrozo ;) jest wprost proporcjonalna do jakości. Umiejętność bezwzrokowego pisania na klawiaturze komputera, której pamiętam jeszcze 7 czy 8 lat uczono na kursach!!, dziś nabywa się w mgnieniu oka w codziennej praktyce. Piszemy dużo i szybko. Używamy skrótów. Włączamy w korespondencję angielskie słówka, dlaczego? nie żeby pokazac, ze znamy branżowe zwroty obcojęzyczne, ale dlatego,że często te słowa są krótsze! I co najgorsze, robimy masę literówek ;)

Ja łapię się na tym, że skupiając się na pisaniu artykułów, czy maili "zawodowych" już odpuszczam pisząc do najbliższych znajomych np. z facebooka. Pocieszenie jest takie, że nie jestem w tym odosobniona i... że na szczęście poziom zrozumienia tego, co napiszę pozostaje ten sam ;)


niedziela, 04 grudnia 2011
Facebook w sztuce

Sztuka ma błyskotliwy humor, dużą wrażliwość i bardzo wnikliwy zmysł obserwacji.

A z tego rodzą się takie rzeczy!:

 

Obraz Justyny Kisielewicz, pochodzi ze strony internetowej artystki

 



12:21, joanna.stopyra , facebook
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 listopada 2011
Nisze, które przyciągają miliony

Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że internet jest środowiskiem, w którym poza mainstreamem toczy się całkiem dynamiczne życie.

Miliony internautów każdego dnia odwiedzają portal onet, wikipedię, demotywatory.pl. Część z nich wejdzie jeszcze na allegro, albo stronę apple'a. Wszystkie te nazwy brzmią znajomo dla większej grupy rodzimych użytkowników internetu, chociaż niekoniecznie muszą korzystać z nich w równym stopniu.

Inaczej sprawa ma się z taką stroną jak ZAPYTAJ ONET czy ze stronami poświęconymi grom online.

Tymczasem okazuje się, że zapytajonet.pl odnoga mainstreamowego giganta istnieje w sieci już 5 lat! Chociaż ja przyznaję, dowiedziałam się o nim dopiero parę dni temu. Prawie 1,5 mln użytkowników szuka odpowiedzi i udziela ich innym właśnie tutaj.

Jak podaje serwis media2 - dziennie zadawanych jest w zapytaj.onet.pl - 20 tysięcy pytań! Co ciekawe aż 160 tysięcy odpowiedzi! Proporcje całkiem niezłe.

Z  ciekawości weszłam, żeby zobaczyć jak to działa, i jakież to pytania nurtują polskich użytkowników tak bardzo, że Google im nie wystarcza.


Przytaczam kilka w oryginale:

 

Jaki jest sposób na śliczy makijarz? 

Jak namówić rodziców na telefon? 

Czy według was Brevik powinien być w więzieniu? 

Jak obstawiacie mecz Premier Legue Newcastle-Chelsea? 

Podoba ci się mój nowy filmik o moim psie ? [Video]

Czy Zmierzch ( ta część która jest teraz ) będzie z dubbingiem? 

Jak zapomnieć o tym złym śnie? 

Co kupic chłopakowi na święta .?



To wybrane pytania z głównej strony serwisu, dalej już nie wchodziłam, bo szkoda czasu ;) Słowem - pełen misz - masz. Pytania o wszystko i o nic. Sporo wydaje się  zadawanych przez młodzież - co dziwi mnie najbardziej, biorąc pod uwagę tak rozbudowaną infrastrukturę social mediów. Chyba,że to są właśnie ci, dla których facebook jest przestrzenią zbyt skomplikowaną. Bo swoją drogą, czy wyobrażacie sobie pytania tego kalibru na wallach waszych znajomych z FB?



08:06, joanna.stopyra , online
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 listopada 2011
HIV przenoszony drogą...facebooka

Dziś piękne dopełnienie postu wczorajszego :)

Przeczytałam właśnie informację o bardzo ciekawej i dość kontrowersyjnej kampanii społecznej PCK pod znamiennym hasłem: ŻYCIE TO NIE FACEBOOK. Pewnie co niektórzy pomyślą z zaskoczeniem - nieee??? ;))

Kampania uświadamia, że facebook jako platforma nieograniczonych kontaktów społecznych niesie ze sobą zagrożenie zarażania wirusem HIV. PCK przestrzega przed przyjmowaniem bez namysłu osób nieznajomych do grona swoich znajomych bo takie kontakty mogą i umówmy się często mają ciąg dalszy w realu, czasem nawet bardzo bliski ;)

Takie spojrzenie na social media, trzeba przyznać jest dość nowatorskie, ale trudno nie przyznać, że trafne. Filmik uważam za rewelacyjnie zrobiony - hasła wieńczące historyjkę kontaktu od facebooka po łóżko przemawiają do wyobraźni. Wcale mnie to nie dziwi, za kreację odpowiada przecież Saatchi & Saatchi!

 

http://www.youtube.com/watch?v=qjZfdgyh-DI

niedziela, 20 listopada 2011
Nie znamy się - ale przesyłam Ci urodzinowe serdeczności!!!

To, że użytkownicy social mediów przyjmują do znajomych osoby, których w ogóle nie znają, w tym osoby "fikcyjne", to mnie nie dziwi. Robiłam ponad półtora roku temu badanie w ramach pracy magisterskiej, które potwierdziło to zjawisko. Na potrzeby badania stworzyłam wtedy 8 kont w serwisie nasza- klasa, który jeszcze wtedy był na topie i wysłałam z każdego 100 zaproszeń do znajomości. Feedback był niezły!

Ale ten case, który Wam przedstawię poniżej, rozbawił mnie i dość mocno zaskoczył :)

Moja znajoma założyła sobie fikcyjne konto na facebooku, już parę miesięcy temu. Jako zdjęcie profilowe wstawiła fotkę uroczego zwierzaka i od razu, żeby "uwiarygodnić" trochę profil powysyłała zaproszenia do kontaktu do obcych, przypadkowych ludzi.  Efekt jest taki, że na facebooku ma ponad 100 kompletnie nieznajomych - znajomych. Parę dni temu w komunikatach wyświetliło mi się, że obchodzi urodziny, trochę się zdziwiłam, bo przecież parę miesięcy temu składałam jej życzenia...ale szybko do mnie dotarło, że to przecież fikcyjna data i fikcyjne święto ;), więc nie porwałam się na pisanie życzeń, inni jednak nie zawiedli ;)))) :D

Trzy osoby zadziałały jak automat. Wyświetliło się powiadomienie, że "koleżanka" z FB obchodzi dziś urodziny - więc pyk - pojawiły się na jej wallu 3 posty z życzeniami i to jakie! :)

Kopiuję w oryginale:

Przyjaciel nr 1
urodzinowe serdeczności:)

 

Przyjaciel nr 2

Spełnienia marzeń:)

 

Przyjaciel nr 3

Najlepszegp :*

 

Słowem standardowe lakoniczne, ale mocne, konkretne życzenia, które zamieszcza na wallu innych każdy facebookowicz, ja także!! :)

To, co mnie dziwi w tych życzeniach, to po pierwsze już sam fakt, że się pojawiły - niestety potwierdza to głośną tezę (oczywiscie jedną z wielu) o tym, że facebook spłyca znajomości. Ten przykład pokazuje, jaki kryje się w tym paradoks! Bo przecież pamiętali! Napisali! Tyle tylko, że nawet nie wiedzą do kogo..chcieli być fajni, mili, pokazać, że pamiętaja, że ta osoba jest dla nich hmmm brakuje mi tu odpowiedniego słowa..więc napiszę-  bliska... Efekt, jest zgoła inny, trochę śmieszny, trochę smutny...Zwłaszcza, że te posty są bardzo silnie nacechowane emocjami - zastosowane emoty są przecież zarezerwowane dla kogoś, z kim łączą nas relacje - bliższe, dalsze, mocniejsze, ale jednak.

Oczywiście, żeby facebookowej tradycji stało się zadość - moja znajoma - zlajkowała wszystkie życzenia :)))))











 


niedziela, 13 listopada 2011
paradoksy: czyli młodzi i internet

Bardzo długo nic nie pisałam na planecie online, wiem, wiem, dlatego dziś piszę o pewnym paradoksie, który zaobserwowałam, o którym pewnie nie przeczytacie, gdzie indziej ;)

Internet jest dziś tematem takim jak kiedyś pogoda - każdy ma o nim jakieś zdanie (żeby nie napisać, że kazdy ma konto na jakiś portalu) i może je wypowiedzieć bez względu na sytuację, zawód, wiek. Jednocześnie blisko mu również do tematu polityki - też wzbudza ogromne emocje!;)

Parę dni temu na stronie Wyborczej przeczytałam bardzo ciekawe, jeśli nie zaskakujące wyniki badań amerykańskiego koncernu Cisco. Otóż, wynika z nich, że ludzie młodzi, poniżej 30 roku życia - kieruję się przy wyborze pracy - dostępnością do internetu - ale trochę inaczej rozumianej niż jeszcze na przykład 5 lat temu.

Okazuje się, ze dla potencjalnych pracowników dostępność do internetu, to możliwość nieskrępowanego korzystania w trakcie pracy z social mediów! Kiedyś - nie do pomyślenia ;) Co więcej, okazuje się, że szefowie co bardziej perspektywicznie myślących firm, w ogłoszeniach rekrutacyjnych deklarują pozytywny stosunek do korzystania z Facebooka w godzinach pracy - kiedyś nie do pomyślenia jeszcze bardziej! ;)))

Cóż, machina ruszyła. Facebookowej linii życia przebiegającej równolegle z oddychaniem nikt już pewnie nie zatrzyma, a nawet nie próbuje. Ale może to i lepiej, że fejs nie będzie stroną blokowaną na służbowych komputerach, bo znając ludzką kreatywność w obchodzeniu zakazów, czy po prostu oklepany truizm, że zakazy owoc bla bla.. otwarte granice wirtualnego świata powinny pozwolić pracować, jeśli nawet nie skuteczniej pracować, bo przecież social media, to dziś kopalnia kontaktów, wiedzy, pomysłów i trendów.

Mamy więc z jednej strony - coś takiego...a z drugiej cały czas słyszę jeszcze o osobach, młodych poniżej 30 roku życia, które konsekwentnie konta na facebooku nie mają. Argument jest na przykład taki - że są ponad tym wszystkim.

Ten paradoks, bo tak to widzę patrząc na te dwie strony barykady trochę mnie jednak zastanawia. Czy nie mając FB jest się faktycznie PONAD, czy raczej POZA?

Idąc śmiało tropem tych rewelacji ze świata "pracowniczego" ciekawi mnie, czy na przykład za rok, za pięć lat, nie pojawią się artykuły o tym, że w ogłoszeniach rekrutacyjnych jako wymóg dla ubiegających się o pracę kandydatów nie zamieszczą punktu o posiadaniu konta na Facebooku, świetnej znajomości social mediów, a na rozmowie kwalifikacyjnej nie zapytają ile pan/i ma znajomych na fb, ile postów dziennie pan/i publikuje, etc.etc.


20:10, joanna.stopyra , online
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 października 2011
człowiek renes@nsu

Michael Dell powiedział kiedyś, że lepsza od internetu byłaby już tylko telepatia.  I coś w tym jest. Zasięg, którym internet objął nasze życie przekroczył granice nie tylko naszej wyobraźni i przypuszczeń, ale także te realnie istniejące, chociażby najbardziej prozaiczną z nich: odległość.

Dzięki  internetowi mamy otwarty świat. W sensie dosłownym i metaforycznym. Możemy obejrzeć upragnioną wystawę, która pokazywana jest na  drugim końcu Europy dzięki chociażby Google Project. Przeczytać wywiady z Angelą Merkel, Lady Gagą, czy Billem Gates'em w oryginale, bo mamy dostęp do serwisów financial times, czy the gaurdian. Możemy zapisać się na kursy online prowadzone przez szkoły w Anglii, Holandii, czy USA. Możemy czytać blogi naszych mistrzów, dostając tym samym nieosiągalną w erze sprzed internetu możliwość uczenia się od najlepszych z całego świata. Dzięki facebookowi możemy nawiązywać kontakty z gwiazdami muzyki, aktorami, ludźmi do których tradycyjną drogą dotrzeć byloby trudno.

Dzisiaj właściwie nie jest niczym niesamowitym pewnego rodzaju multitasking, jaki zaimplementowała nam w codzienne życie cyberprzestrzeń. Znam mnóstwo ludzi, którzy pracują w branży X, po godzinach prowadzą blogi np. o fotografii, do tego prowadzą sklep interernetowy, albo permanentnie śledzą aukcje na allegro. Mają setki stron w zakładce ulubione, które przeglądają kilka razy w tygodniu. Do tego czytają prasę biznesową, szukają nowinek o modzie, kontaktują się z przyjaciółmi we Włoszech, czy USA, żeby zapytać o trendy np. w urządzaniu wnętrz. Mało tego, gotują według Nigelli Lawson, albo wedle przepisu z  kultowego bloga white plate, zamieszczają zdjęcia z podróży w picasie, znajdując lukę na rynku na własny biznes,  natychmiast przekopują  sieć w celu zbadania tematu, a w między czasie robią te normalne rzeczy na miejscu, które robili ludzie 100 i 500 lat temu: gotują obiad, idą na targ, spotykają się ze znajomymi  i rodziną, a wieczorem czytają książkę.

 

Myślę, że internet jest źródłem pewnego rodzaju paradoksu. Z jednej strony niesamowicie rozprasza, ilość i siła bodźców, które dostarcza jest naprawdę kusząca i o wiele bardziej atrakcyjna niż tradycyjna metoda nabywania wiedzy z książką w ręku. To stanowi nie lada wyzwanie dla współczesnego systemu edukacji. Z drugiej strony, jest źródłem o wiele bardziej aktualnych informacji niż te zawarte w podręcznikach szkolnych. Pozwala realizować pasje, nabywać ciekawej wiedzy z każdej dziedziny, co więcej pozwala też zaistnieć, często stając się przedsionkiem do kariery zwłaszcza w przypadku bardzo młodych osób.

Jesteś użytkownikiem internetu, to możliwe, że jesteś też człowiekiem renesansu.


 


niedziela, 09 października 2011
Popularny status: offline

Nigdzie jeszcze o tym nie czytałam, więc możliwe, że o tym jeszcze nie pisano, przynajmniej nie na tyle, żeby było to zagadnienie jakoś głośno komentowane, poddane refleksji i analizom psychologów, socjologów, czy po w końcu nas internautów...

Otóż znowu na tapetę planety online, trafia obserwacja z mojego własnego facebookowego podwórka.

Mieć dużo znajomych na fejsie - to na pewno fajna rzecz. Ciągle, chociaż już po chwilę jednak trwających zachłyśnięciu się egzystencją w social mediach nie w takim stopniu jak dwa, trzy lata temu.


Średnio facebookowicz ma na koncie kilkaset przyjaciół: 200, 300 to chyba taki standard, przynajmniej jak patrzę po sobie ;) i swoich znajomych. Ale są wśród nich rekordziści, którzy mają po 800, 900, a nawet  2000 znajomych - i nie są bynajmniej celebrytami - bo w ich przypadku te standardy są oczywiście zgoła inne.

Cóż taka pokaźna liczba implikuje??? Satysfakcję, na pewno :) Ale niewątpliwe też duże nasilenie interakcji - no bo jak nagle odezwie się tylko 10% znajomych na facebookowych chatcie, to co???

Śmiem więc przypuszczać, że to ci, którzy mają rekordową ilość friendsów na FB wymyślili grupę: Nie wyrabiam się z robotą, bo mam zap*dol na fejsie".


Mark Zuckerberg jednak i to przewidział! (btw sam ma kilka profili w swoim imperium, na jednym 27 000 znajomych, na drugim ekhm ponad 6 mln...) stworzył więc chat, w którym jest możliwość włączenia sobie statusu offline.

Dzięki Bogu - ci, którzy mają 1000 znajomych mogą być online na FB spokojnie, bez ujawniania się na chatcie i narażania na co chwilę pojawiającą się wiadomość od J, K, P, Z, M, U, W, L, H, S, D, B, czy T.

Co to oznacza? Że lubimy fejsa, jesteśmy aktywni, przeglądamy, lajkujemy, komentujemy, ale jednak stawiamy granice pozostawania w kontakcie. Nastąpił chyba przesyt, więc musimy mieć nad nim kontrolę - a to umozliwia właśnie udawany status offline.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19
Tagi
Blog Forum Gdańsk 2010